- Zwiedzimy Star City.
Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Nie zdążyłaś jeszcze poznać tego miasta.
Uśmiechnęłam się pod nosem, po czym obydwoje poszliśmy do samochodu. Gdy odjeżdżaliśmy spod domu, dostrzegłam w oknie wpatrzonego w nas Leo. Pomimo to, nie przejęłam się faktem iż może powiedzieć Harriet o tym co widział. Jechałam przed siebie z uśmiechem na twarzy.
- Oliver, jak dużo wiesz o myśliwych? - zapytałam niepewnie.
- Niewiele. Myśliwi trzymają wszystko w tajemnicy. Dlaczego pytasz?
- Bez powodu. - odparłam.
***
Gdy dotarliśmy na miasta zbliżał się wieczór. Zatrzymaliśmy się obok Terra Cafe, po czym wysiedliśmy z auta.
- Chciałbym najpierw pokazać ci pewne bardzo ważne dla mnie miejsce. - załapał mnie za rękę i pociągnął za sobą.
Nie chcąc psuć miłej atmosfery, nie zareagowałam na gest Olivera. Prowadził mnie ciemnymi uliczkami Star City w ciszy.
Po około piętnastu minutach zatrzymaliśmy się przed małym, opuszczonym domem.
- Chciałeś mi pokazać opuszczony budynek? - spojrzałam na niego zdziwiona.
- To jest, a raczej był, mój dom rodzinny.
Tuż po jego słowach weszliśmy po werandzie do środka.
- Nie tutaj zmarli twoi rodzice, prawda?
- Czemu pytasz?
- Nie czuję żadnego cierpienia w tym miejscu.
Na twarzy chłopaka pojawił się szeroki uśmiech, który odwzajemniłam.
- Cynthia...
Nagle usłyszałam szept.
- Słyszałeś to?
- Nie. Nic nie słyszałem.
- Chodź...
Ciekawska podążyłam za tajemniczym głosem. Szłam wąskim korytarzem, który doprowadził mnie do schodów prowadzących do piwnicy. Niepewnym krokiem zaczęłam po nich schodzić, gdy nagle zapaliło się światło i ujrzałam jaką tajemnicę skrywa te pomieszczenie. Weszłam na jego środek i rozejrzałam się wokół siebie. Cała piwnica była wypełniona łukami, strzałami i bronią innego rodzaju. Zszokowana podeszłam do jednego z regałów, na którym leżały różne gatunki tojadu.
- Cynthia, mogę ci wszystko wyjaśnić. - ujrzałam za sobą spanikowanego Olivera.
- Polujesz na wilkołaki ... - odwróciłam się i spojrzałam na niego wściekła.
- Jestem łucznikiem. Właśnie tak wygląda moje życie. Jednakże mimo to, nigdy w życiu nie skrzywdziłbym ciebie czy twoich bliskich.
- I nie przybyłeś tu z powodu Aubrey.
- Nie. Jestem tu z powodu Harriet. Skoro odkryłaś już prawdę, to mogę powiedzieć ci resztę. Nigdy nie miałem rodziny zastępczej. Od śmierci moich rodziców żyję tu sam.
Im dłużej go słuchałam tym byłam coraz bardziej wściekła. Próbowałam ujarzmić gniew drzemiący we mnie, lecz był on zbyt silny.
Podeszłam do Olivera, złapałam za gardło i uniosłam do góry. Niespodziewanie zmieniłam się w pół wilkołaka. Powoli zaczęłam zaciskać swą dłoń i wbijać mu pazury w szyję.
- Jeśli zbliżysz się do mojej siostry, zabiję cię.
- Ona musi wiedzieć kim jest. Musi wiedzieć, że jest myśliwym. - wycedził przez zaciśnięte zęby.
- Trzymaj się od niej z dala. - powiedziawszy to puściłam go i wybiegłam z domu.
Czym prędzej pobiegłam do auta, wsiadłam do niego i zaczęłam głęboko oddychać, aby się uspokoić, lecz na marne. Nie zastanawiając się dłużej rozcięłam pazurami swe tułowie, co przywróciło mnie do postaci człowieka. Zakrwawiona i z otwartą raną ruszyłam przed siebie. Rana goiła się dwa razy dłużej niż zazwyczaj. Starałam się być skupiona na drodze, jednakże ta co chwilę się rozmywała.
Do domu dotarłam, gdy słońce zaczęło się budzić. Zmęczona podróżą, po cichu weszłam do środka, a następnie ostrożnie prześlizgnęłam się do swego pokoju. Ujrzałam tam zdenerwowanego Dylana siedzącego na łóżku, z dłońmi zakrywającymi twarz.
- Hej. - powiedziałam zmieszana.
Na dźwięk mojego głosu, od razu podniósł się z łóżka i spojrzał na mnie rozkojarzony. Dostrzegłam w jego oczach złość i zmartwienie.
- Tylko tyle? Zwykłe "hej"? - wycedził wściekły. - Nie odbierałaś od nikogo telefonu ani nikomu nic nie powiedziałaś. Masz pojęcie jak bardzo się o ciebie martwiliśmy? Siedzę tu od wczoraj i próbuję wymyślić co mogło ci się stać! Gdzie ty się w ogóle podziewałaś?! - krzyczał.
- Oliver zabrał mnie na przejażdżkę.
- Przejażdżkę? Cynthia, masz całą poszarpaną koszulę, a na dodatek jesteś zakrwawiona! Kiedy w końcu przestaniesz mnie okłamywać?
Spojrzałam na niego nie wiedząc co powiedzieć.
- Oczywiście, że nie powiesz mi prawdy. - westchnął zawiedziony.
- Dylan, robię to, bo zależy mi na tobie. Mój świat może cię zabić, a ja nie chcę tego. Nie pozwolę, aby kolejna osoba umarła z mojego powodu. Jesteś człowiekiem, i jeśli ktoś cię zrani to nie zregenerujesz się tak jak ja. Dlatego muszę trzymać cię najdalej jak się da od tego świata.
- Cynthia, ja nie wytrzymam tego dłużej. Ja chcę cię chronić, ale jak mam to zrobić, gdy ty mi na to nie pozwalasz? Przykro mi, ale to koniec. - powiedziawszy to wyszedł.
Łzy w szaleńczym tempie zaczęły spływać po mych policzkach. Nie sądziłam, że kiedykolwiek dojdzie do tego momentu.
- Hej, wszystko w porządku? - usłyszałam Harriet za plecami.
- Chyba nie...
- Chcesz o tym porozmawiać?
- Nie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz