poniedziałek, 7 grudnia 2015

18.Z powrotem wśród żywych.

Przebudziłam się w długim, ciemnym korytarzu. Nie czułam żadnego bólu, zapachu, żadnych emocji. Nic. Zdezorientowana zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu jakiejkolwiek wskazówki. Nagle niespodziewany chłód na mych plecach przyprawił mnie o dreszcze. Zdziwiona powoli się odwróciłam. Ujrzałam uśmiechniętą mamę stojącą tuż przede mną.
   - To nie jest jeszcze koniec Cynthia.
   - Mamo, ja umarłam.
   - Nie słoneczko. Nie umarłaś.
Spojrzałam na nią zdziwiona. Nie rozumiałam jej słów. Byłam pewna swojej śmierci. Czyżby Dylan zdołał mnie ocalić? Jeśli tak, to czemu wciąż tu jestem? Tak wiele pytań nasuwało mi się na myśl.
Z rozmyślań wyrwał mnie głośny ryk wilkołaka zza moich pleców. Dokładnie wiedziałam kto się tam znajdował.
   - Lizzie. - ostrożnie się odwróciłam.
   - Witaj Cynthia. Dawno się nie widziałyśmy, prawda? - uśmiechnęła się pogodnie.
Na ten widok oniemiałam. Nie wiedziałam jak mam na to zareagować. Nie sądziłam, że jeszcze kiedykolwiek ją spotkam.
   - Pewnie jesteś zdziwiona widząc mnie. - zaśmiała się. - Po wszystkim przez co przeszłaś, stwierdziłam, że powinnam powiedzieć ci kilka słów. Przede wszystkim, że jesteś niezwykle silna. Silniejsza ode mnie. Odkąd zostałam wilkołakiem, cały czas szukałam zemsty za wyrządzone mi krzywdy. Byłam okrutna. Wszyscy uważali mnie za potwora, a tymczasem byłam tylko wystraszoną nastolatką.
   - To cię nie usprawiedliwia od zrujnowania tysiąca żyć. - przerwałam jej.
W ciągu jednej chwili poczułam ogarniający mnie całą gniew. Chciałam zabić Lizzie po raz drugi, lecz było to niemożliwe.
   - Widzę twój gniew i to jak nad nim panujesz. Nauczyłaś się więcej niż myślisz. Jesteś kimś więcej niż alfą. Jesteś wojownikiem.
Niespodziewanie poczułam mocne ukłucie w klatce piersiowej.
   - Musisz już wracać. Nie zapominaj o swej potędze. Bądź godną alfą. - posłała mi ostatni ciepły uśmiech.
Chwilę później przyjemne ciepło muskało mą twarz. Nie musiałam otwierać oczu, by wiedzieć, iż jest to moje ukochane słońce. Zapomniałam jak błogim uczuciem jest, gdy ogrzewa moje zmęczone ciało. Uświadomiłam sobie jak bardzo za nim tęskniłam. Pragnęłam je ujrzeć, więc delikatnie podniosłam powieki. Uśmiechnęłam się lekko widząc jak jasno świeci. Następnie rozejrzałam się wokół, aby zorientować się w jakim miejscu jestem. Najpierw dostrzegłam biało-niebieskie ściany oraz podłączoną do mnie aparaturę szpitalną. Gdy spojrzałam w lewą stronę, ujrzałam śpiącego na fotelu przy mym łóżku Dylana. Radość wypełniła mą duszę na jego widok.
   - Dziękuję Lizzie. - powiedziałam z powagą.
Tuż po moich słowach przebudził się Dylan.
   - Cynthia, dawno temu się obudziłaś? - złapał mą dłoń.
   - Nie. Minutę przed tobą. Tylko jak to w ogóle możliwe? Srebro powinno mnie zabić.
   - Tak było. Gdy zamknęłaś swe oczy, oniemiałem. Nie mogłem cię stracić. Rozciąłem więc twoją aortę w miejscu gdzie Ian wstrzyknął ci płynne srebro i wessałem je z powrotem strzykawką. Nie udało mi się wydobyć całego, lecz większość tak. Miałaś go na tyle mało w krwiobiegu, że przeżyłaś. Później zjawiła się Maddie i przynieśliśmy cię tutaj.
   - Dziękuję.
Pocałował mnie w policzek.
   - Dylan, czy Willy...
   - Żyje. - przerwał mi. - Uratowałaś go.
Wszyscy żyjemy, pomyślałam.

***
Przez następne dwa tygodnie dochodziłam do siebie, a każdego dnia byli przy mnie moi bliscy. Wspierali mnie przy każdym kroku, który przysparzał mi jedynie ból. Jednakże ostatecznie udało mi się w pełni wyzdrowieć.
   - W końcu w domu. - powiedziałam wchodząc do salonu.
   - Mam nadzieję, że koniec już z kłamstwami. - zakomunikowała Harriet.
   - Tak. - uśmiechnęłam się do niej pogodnie.
Patrząc na nią, wciąż miałam w głowie list od mamy. Zastanawiałam się w jaki sposób powinnam przekazać jej wiadomość, że jest myśliwym. Jednakże dla mnie nadal była młodszą siostrą. Tak bardzo chciałam ją uchronić od świata, do którego należałyśmy. Byłam pewna, że w końcu dowie się o swoim przeznaczeniu, jednakże bałam się czy jest na to gotowa. Dowodzić wszystkimi łucznikami, mówić kogo mają zabić, to potężna odpowiedzialność. Nie była na nią przygotowana. Nie chciałam jej stracić. Dlatego postanowiłam przez jakiś czas zachować te wszystkie informacje dla siebie, lecz gdy przyjdzie czas, przekażę jej pudełko mamy.
   - Wszystko w porządku? - zapytała zaniepokojona.
   - Tak.
   - To dobrze. Cynthia, ja... bardzo cię przepraszam, 
że nie wspierałam cię, gdy tego potrzebowałaś. Nie mogę sobie nawet wyobrazić przez jakie piekło musiałaś przejść. 
   - Harriet. - przerwałam jej. - Nic mi nie jest. W końcu jestem alfą. - puściłam jej oczko. - To ja powinnam cię przeprosić, że przez cały czas odtrącałam cię od siebie.
Łzy napłynęły jej do oczu, a ja nie myśląc wiele, rzuciłam torbę ze swoimi rzeczami na ziemię i mocno ją do siebie przytuliłam. Czułam jak powoli ogarnia ją błogi spokój. 
   - Zaniosę twoją torbę do pokoju, a później zjemy obiad. Tata niedługo powinien wrócić. - uśmiechnęła się do mnie i odeszła z torbą w ręku.
Chwilę później usłyszałam delikatnie pukanie w drzwi. Zdziwiona podeszłam i otworzyłam je. 
   - Hej... Masz może chwilkę? Chciałabym z tobą porozmawiać. - powiedziała Maddie.
   - Tak, pewnie. Wejdź. - powiedziawszy to, wpuściłam ją do środka. - Wszystko w porządku?
   - Przyszłam tu, aby ci podziękować i przeprosić za to, że nie odzywałam się tak długo. Gdyby nie ty, nie udałoby mi się zapanować nad sobą podczas pełni. Po tym co mi powiedziałaś, zaczęłam walczyć. Pomimo całego bólu, nie poddawałam się. Co prawda trwało to całą noc, ale ostatecznie udało mi się. I to dzięki tobie. Dziękuję.
   - Od samego początku wiedziałam, że ci się uda. - uśmiechnęłam się czule. - Czy to oznacza, że wracasz?
   - Zostanę u Thomasa, jeśli nie masz nic przeciwko.
Kiwnęłam potwierdzająco głową.
Tuż po moich słowach , Maddie uśmiechnęła się pogodnie i wyszła, a ja szczęśliwa poszłam do kuchni. Cieszył mnie fakt, iż wszystko powoli zaczyna się układać. Nie wiedziałam jak długo miał trwać spokój, lecz napawałam się nim póki mogłam.

***
Resztę dnia spędziłam z tatą i Harriet oglądając filmy, a przy tym zajadając się różnymi łakociami. Natomiast tuż przed zachodem słońca poszłam do swego pokoju, usiadłam na łóżku i wpatrywałam się przez okno na kolorowe niebo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz